wtorek, 8 kwietnia 2014

BUNT... I NA PRZEKÓR STEREOTYPOM!

   17:23                 16 komentarzy

Ostatnio zamiast pracować coraz więcej czasu spędzam na blogu...
a to niestety nie jest dobrze:) Niedługo nie będę już spać, bo po co? Skoro jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia:) Parę razy zdarzyło mi się nawet, że w czasie jazdy zamiast czytać książki, które wręcz uwielbiam, zaczęłam przeglądać blogi. I jak się okazało do tego nie potrzebuję lokomotivu lub tym podobnych specyfików:)Do czytania książek niestety tak :( Jaki z tego wniosek:)
Na szczęście zabaw z synkiem jeszcze nie zastąpiłam blogiem, ale przecież zdarza mu się zasnąć podczas jazdy:)).


A wracając do tytułu posta. Jednym z aspektów buntu jest dylemat matki sześcio-/pięciolatka. Do 10 kwietnia musimy zadeklarować czy dziecko zostaje kolejny rok w oddziale przedszkolnym czy idzie do pierwszej klasy. Kurcze, a mojemu dziecku zabrakło TYLKO 13 godzin by być o rok młodszym. I to przez jednego debilnego policjanta, bo inaczej go nazwać nie mogę!!!! Podczas ciąży matka dba o siebie, uważa. Podczas świat odpoczywa w domu zamiast spędzić czas z rodziną, a wystarczy nieodpowiedzialne zachowanie jednej osoby i wszystko się wali, a tak niewiele brakuje by wiele mogło być inaczej. Myślę, że kiedyś napiszę o tym posta, dlaczego moje dziecko nie urodziło się w styczniu, choć jeszcze 30 grudnia o 20 wieczorem, podczas ostatniej wizyty u ginekologa, wszystko na to wskazywało.
Ale wracając do tematu, moje dziecko ma dopiero 5 lat, podczas gdy większość ma już prawie 6 i kiedy moje miało kilka dni to styczniowe już często zaczynało mówić, chodziło! I co mam takiego malucha wysłać do szkoły? Zabrać mu do reszty dzieciństwo, które przecież i tak nie było typowe dla małego dziecka. Ciągle wyjazdy, brak stabilizacji typu: o 8 pobudka, śniadanie, zabawa, spacer, obiad, zabawa, spacer, kolacja, kąpiel, sen czy coś w tym stylu. Tylko 6 rano pobudka, wyjazd, po drodze śniadanie (najlepsze były czasy karmienia piersią), spotkanie u klienta, wizyta na budowie, rekonesans po sklepach, obiad, i to samo co przed południem tylko w różnych konfiguracjach. Czasami powrót do domu późno w nocy, spanie u mamy na kolanach podczas nocnych rozmów. I takie różne perypetie. Kilkumiesięczna przygoda z nianią. I tak go podziwiam, że potrafił jako kilkutygodniowy czy kilkumiesięczny niemowlak być taki cierpliwy i przesiedzieć cichutko, u mnie na kolanach bądź w foteliku, nawet do 2 godzin. Pamiętam, jak zamiast w markecie na stoisko z zabawkami biegł na stoisko z dodatkami i szkłem. Przy pierwszy razie byłam w szoku, kiedy ominął kolorowe zabawki i pobiegł na szkło. Jego zabawy jako dwulatka to było wybieranie kanap, kolorów, komód itd., W zależności od tego czym ja się zajmowałam. I stwierdzeń typu: mamusiu, a ta kanapa pasuje do Michała, a ten kolor do Doroty... Pamiętam jak ponad 2 lata temu pokazywałam mojej mamie zdjęcia, a on akurat z rzutu płaskiego tego budynku zrobił sobie parkingi, w pokojach hotelowych, i patrząc na zdjęcia i projekt powiedział: „Mamo, to jest tutaj” Na moje pytanie skąd to wie, podał szczegóły schodów, które świadczyły, że to rzeczywiście jest ten fragment. Jako 2 latek wiedział też, dlaczego świeci słońce, że zachodzi reakcja termojądrowa, a nie dlatego, że jest dzień. Czy, że księżyc świeci światłem odbitym, itp.
Chociaż w szkole nie radzi sobie, aż tak dobrze. Pewnie w dużej mierze dlatego, że tak jak my, nie lubi stereotypów, nakazów, wchodzenie w schematy. Chciałby robić to co lubi, i jak mówi, przede wszystkim konstruować pojazdy, bo rysować jeszcze nie umie:). Strasznie nie lubi siedzenia nad książkami, wykonywania poleceń nauczyciela i robienia tego co wszyscy. Podobno, jak twiedzi, szkoła jest nudna:) 
Pamiętam pierwszą diagnozę gotowości do szkoły, chyba listopadzie, gdzie nasze dziecko było wcześniej ze 4 dni w przedszkolu i we wrześniu2 dni w innym, bo dopóki nie podjęliśmy decyzji, że będzie chodził u babci wiecznie nie mogliśmy tak zorganizować pracy, aby mógł chodzić w Warszawie. I co? Czytając wyniki diagnozy byłam w szoku, podobnie zresztą jak większość, kto go znał. Były tam stwierdzenia typu, dziecko posługuje się podstawowym słownictwem, gdzie już jako 1,5 roczne dziecko miał bardzo rozbudowane słownictwo, np. musimy się zapoznać z instrukcją, nie mówił błoto tylko błotnisty teren, a z zakresu architektury już nie wspomnę, i kilka tego typu wniosków. Jak się okazało szkoły nadal pracują schematami, nieważne, że dziecko rozumuje bardziej logicznie niż niektórzy dorośli, ale nie mieści się w szablonie. Bo rodzice nie powiedzieli dziecku, np. co to jest muchomor i wniosek dziecko nie umie rozwiązywać zagadek? Ale to, że wie dlaczego świeci słońce, księżyc, umie czytać projekt architektoniczny, przysłuchując się dyskusji nawet na spotkaniach kilkuosobowych w salach konferencyjnych, wyciąga wnioski i przedstawia swoje rozwiązania problemów. Niestety to się nie liczy, bo tego nie ma w programie szkolnym.
Ale wracając do tematu, co będzie dla niego lepszym rozwiązaniem? Jeszcze nie podjęliśmy decyzji, chociaż M. wolałby, ponownie przedszkole, a mama...no właśnie...ma dylemat. I tak pewnie się go nie pozbędę, nieważne jaka decyzję podejmiemy. Szkoda, że dziecko nie może jej podjąć samo...

Jak już wspomniałam, ja również zawsze buntowałam się przeciwko stereotypom i robieniu tego co większość i myśleniu tak jak większość. Zawsze musiałam mieć swoje zdanie. Chociaż nie byłam typową buntowniczką, ale pomimo tego, że byłam grzeczna, uczynna to zawsze pokazywałam, że mam swoje zdanie. Pewnie dlatego, np. nie palę papierosów. Ba, nigdy nawet nie spróbowałam. A przyczyna była banalna. Koleżanka 2 lata starsza ode mnie, zaczęła palić w podstawówce, i na moje stwierdzenie, że ja nie będę, odpowiedziała, że będę bo wszyscy palą, więc ja też kiedyś zapalę, i bajki typu jeśli wejdziesz między wrony... Odpowiedziałam stanowczo, że na pewno nie!! I co? To ja miałam rację, nigdy nie zapaliłam, a kiedy ktoś mi proponował od razu pojawiała się myśl, o tym głupim stereotypie, wronach:) i podobnych pierdołach. I się nie złamałam. Kaśka, jestem Ci za to wdzięczna :)
Podobnie jest z wiekiem i sposobem ubierania. Dlaczego jak jestem po trzydziestce mam się ubierać poważnie. I co to za stwierdzenie dzidzia-piernik, na określenie 30 kilkulatek. Owszem są osoby, które w młodzieżowych, o ile można je nazwać młodzieżowymi, ciuchach wyglądają komicznie czy wręcz karykaturalnie, zwłaszcza jak mają za dużo tu i ówdzie, a np. zakładają obcisłą mini. Jednak przy obecnych obecnych możliwościach w dziedzinie kosmetyki, medycyny estetycznej czy bardziej inwazyjnej chirurgii plastycznej, wszystko jest możliwe. Ważne tylko by zachować w tym umiar, a jeszcze jeżeli można pewien stan rzeczy osiągnąć w sposób naturalny, praktycznie bez wysiłku, to dlaczego z tego nie skorzystać? Na bycie, jak to określiła Daggi tu, „nobliwą panią”, my trzydziestokilkulatki mamy jeszcze czas.

Dzisiejsza stylizacja to efekt mojego buntu przeciw stereotypom. A co? Czy po 30 to już tylko, szlafrok, kapcie i przed telewizor w oczekiwaniu na starość, kiedy mamy pracować prawie do 70-tki!? Nie! Mogę być dzidzią-piernik, ważne, że ja się w takim stroju dobrze czuję.
A Wy co sądzicie na ten temat. Czy lubicie się buntować przeciwko schematom i stereotypom, czy wręcz przeciwnie?
I jak mieliście podobne dylematy z dzieckiem: szkoła czy przedszkole również dajcie znać :)
















  ramoneska – rewiev, żakiet, spódnica – stradivarius, sweter – mohito, szpilki – dea shop, torebka – nn, naszyjnik – któraś sieciówka:)





16 komentarzy:

  1. Też nigdy nie zapaliłam bo po co? Niech się inni trują jak tak lubią. Wystarczy że widziałam płucka takiego palacza z bliska. :/ Jeśli chodzi o wybór szkoła czy przedszkole, wybrałabym przedszkole. Nie ma sensu odbierać dzieciństwa. Ja czytałam podobno mając 4 lata, i co z tego? ;) Co do stereotypów, uwielbiam je łamać i ubierać się tak jak ja lubię, nie jak by chcieli żebym się ubierała. :) Ślicznie wyglądasz w tej spódniczce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Ci co palą bardziej trują nas, jeżeli z nimi przebywamy w tym czasie:) Poza tym, ja nie lubię dymu papierosowego i strasznie od niego boli mnie głowa. Na szczęście mój mąż też nie pali, więc przynajmniej tu jestem w komfortowej sytuacji. Od jakiegoś czasu nauczyłam się zwracać uwagę palącym, że przy mnie nie można:)
      Co do przedszkola, to cały problem polega na ty, że ja żałowałam, że nie poszłam wcześniej do szkoły i dlatego nie bardziej wiem jak mam postąpić z nim. Czy skorzystać z prawa wyboru i zostawić go w przedszkolu, czy zaryzykować i wysłać go teraz?

      Usuń
  2. Szczerze ?!?!
    Mnie wkurza jak ktoś szkole traktuje jak zabieranie dzieciństwa . Nie jest idealna , to prawda , ale dlaczego myślisz ,ze niczego sie w niej nie nauczy ?!?! Może to ze nie lubi słuchać poleceń to nie łamanie stereotypów tylko trudność w byciu w grupie rówieśników ... Wszak przebywał tylko wsród dorosłych ...
    Tutaj w LUX odcięta do szkoły przebiega 1 września . I przyszłe mamy robią wszystko zeby dziecko wcześnie poszło do szkoły , nawet cerarske na żądanie , bo data 31 sierpnia to wcześniej szkoła , a 1 września trzeba czekać jeszcze rok w żłobku ....
    A z innj beczki - wydłużenia dziecintwa - jestem urodzona 31 grudnia tuz przed północą , choć oficjalnie datę mam 1 stycznia ,mama posłała mnie do szkoły rok pózniej zeby nie zabierać dzieciństwa i co ?!?! Po 3 msc pierwszej nudnej klasy przeniesiono mnie na wniosek nauczycielki do drugiej , choć długo moja mama miała wątpliwości czy dobrze robi, zabiera dzieciństwo .... Ale to była najlepsza decyzja - w drugiej było fajniej , czegoś nowego mogłam sie uczyć , bo sztukę czytania opanowałam w zerowce.
    Znasz swoje dziecko najlepiej , jak jest inteligentne to będzie mu sie podobać , jak odnajdzie sie w grupie rowiesnieczej i ... Jak będzie miał mądra nauczycielkę , która go czymś zainteresuje , ale na to mamy średni wpływ , nieprawdaz ?!?!?!
    Hasła chronimy maluchy przed szkoła działają na mnie jak płachta na byka ....
    Tez nigdy nie spobowałam papierosów , ba tez słyszałam hasła ze jak sie nie pali to sie jest poza grupa , albo ze jak Moj mąż będzie palił to go nie będę mogła wyrzucać na korytarz i co ?!?! Moj mąż po dwóch miesiącach randze ze mną rzucił palenie , a z grupa i tak sie średnio dogadywalam a palenie wcale niebylo juz modne ;);) właściwie nikt nie palił ;)
    A wogole swietnie wyglądasz , masz przepiękne nogi !!!! Szkoda ze zawsze je pod spodniami chowasz !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam, że szkoła niczego nie nauczy, tylko, że w dalszym ciągu pracuje wg schematów. Nie uczy samodzielnego myślenia, rozwijania swoich pasji, tylko wszystkich wprowadza w pewne ramy. Wnioski są wyciągane na podstawie kilku zadań z podręcznika, a nie biorąc pod uwagę całokształt umiejętności dziecka.
      Co do wcześniejszego "pójścia' do szkoły, to ja żałowałam, że mama mnie nie posłała, tylko wtedy szkołę zaczynaliśmy jako 7 latkowie, a teraz sześcio. Ja też zaczęłam czytać w zerówce.
      Jego problemem nie jest brak kontaktu z rówieśnikami, bo te nawiązuje szybko, ale z reguły to on chce "dowodzić". Natomiast w szkole trzeba się podporządkować nauczycielowi. Co do nauczycieli, to teraz niestety nie ma najlepszej, chociaż po rozmowie ze mną trochę się stara go zachęcać. Nawet kilka dni temu, z własnej inicjatywy, zaczął odrabiać prace domowe.
      Nie ulegam jakimś hasłom typu chrońmy dzieci przed szkołą. Problem polega tylko na tym, że jest on sporo młodszy od innych dzieci, i z tego co wiem, wszystkie mamy w jego przedszkolu już zadeklarowały chęć pozostawienia dziecka w przedszkolu, tylko my nie... Poza tym, owszem szybko przyswaja wiedzę, ale taka którą on chce. W domu powtarza praktycznie wszystko co było w szkole szkoły, prawie jakby czytał Pani dialogi, to ma po tacie. Tata podobnie, jeżeli coś go interesuje, to po przeczytaniu potrafi powtórzyć tekst prawie jakby miał przed sobą czytany tekst. Bardziej martwi mnie czy będzie chciał siedzieć w ławce, słuchać nauczyciela i podporządkowywać się mu. Chociaż do rozpoczęcia nauki jest jeszcze pół roku i jego priorytety mogą się zmienić:))
      Co do papierosów to mój, na szczęście dla mnie też nie pali.
      Uwielbiam spódnice, ale spodnie są praktyczniejsze. Wyobrażasz sobie wchodzenie po drabinie w spódnicy:))))
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. sorrki jeżeli to ostro zabrzmiało, to były raczej moje dywagacje ..
      choć faktycznie dotarła do mnie petycja chrońmy dzieci przed szkoła
      ja martwiłam się o moją młodszą ,bo jest bardziej dziecinna, a sobie poradziła, mimo kolejnej zmiany języka
      chodziła do żłobka francuskiego a teraz jako 3 latka do szkoły luksemburskiej....
      do starszej miałam więcej zaufania ,że sobie poradzi .
      inteligentne dzieci sobie poradzą, gorzej ze sztywnymi normami.....na szczęście luksemburska szkoła jest bardziej elastyczna
      ha i zaczyna się w wieku 4 lat ;) 2 lata po luksembursku potam po niemiecku
      dla 3 latkow jest nieobowiązkowa, ale pozwala jak zerówka się trochę zaadoptować

      takie decyzje nie są łatwe....ale myśle ,że podejmiesz najlepszą. bo tylko ty znasz swojego syna.
      nie używając przy tym argumentu o przedłużaniu dzieciństwa :)) tylko biorąc pod uwagę jego potencjał i tego właśnie ci życzę

      Usuń
    3. Ja akurat nie sugeruję się żadnymi petycjami, tylko bardziej własnymi przemyśleniami. Może trochę z tym odbieraniem dzieciństwa zbiega się to z ogólną opinią. Bo z jednej strony chciałabym, żeby już poszedł do szkoły i w wcześniej ja skończył, ale to takie moje ambicje, a z drugiej strony, on jednak jest jeszcze mały i trochę szkoda mi go obarczać obowiązkami szkolnymi. Zanim się jeszcze urodził i obniżono wiek rozpoczęcia edukacji szkolnej zawsze myślałam, że wyślę go jako 6 latka do pierwszej klasy, a teraz ewentualnie muszę jako pięciolatka. Dzisiaj miła diagnozę gotowości z II półrocza, zobaczę jak nauczycielka go oceni. Naszej decyzji jeszcze nie zna, ale podobno do poniedziałku już musimy podjąć ostateczną. Reszta mam z jego grupy podobno zostawia dzieci powtórnie w przedszkolu, z wyjątkiem tych co nie mają wyboru.
      Szkopuł w tym, że nasze dziecko wcześniej nie chodziło do przedszkola, w przeciwnym wypadku nie miałabym żadnych wątpliwości. Pierwsza klasa i tyle.
      I właśnie jeszcze te sztywne normy...

      Usuń
  3. Ach i moja córkę tez zapisuje do 1 klasy szkoły polskiej , to jest dopiero challenge- 5 dni edukacji po niem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemiecku ( do tej pory mówi w szkole wczesnej o luksembursku więc to całkiem nowy język ) i w soboty do polskiej ....

      Usuń
  4. Świetnie wyglądasz:)
    A co do szkoły, ja na szczęście nie miałam dylematów, moje dzieciaki poszły po "staremu".
    Myślę że czy szkoła czy przedszkole, to zależy od dziecka, od jego rozwoju i umiejętności, każde jest inne. Jedno będzie się nudziło jak Ania w pierwszej klasie a inne będzie potrzebowało dużo pomocy i zainteresowania i w tym rola rodzica żeby zdecydować jak będzie najlepiej dla dziecka. trudny wybór ale jednak trzeba go podjąć, nie zazdroszczę:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby moje miało iść po staremu, też pewnie byłoby mi łatwiej. Właściwie gotowości rozwojowej się boję, bo intelektualnie (oczywiście jeżeli zechce uczyć się tego co w szkole) sobie poradzi.

      Usuń
  5. Ty wiesz najlepiej czy Twoje dziecko nadaje się już do wrzucenia go do wora ze schematami...Jeżeli masz wybór, to moim zdaniem powinnaś zostawić go jeszcze w przedszkolu...Nic na siłę..
    Szkoła w niczym mu nie pomoże...taka jest prawda... Mój syn, zdolny, ale leniwy...zniechęcił się już w czwartej klasie do nauki...Wciąż powtarzał, że w szkole jest nudno i musi robić, to czego nie lubi..W szóstej klasie zaczął się "wyłączać" na lekcjach...Rozmowa z wychowawcą - wynik, najwyrażniej się nudzi... Ale żadnej reakcji ze strony nauczycieli, żeby tę nudę rozwiać - dodatkowe zadania itp....
    Dziecko zdolne jest w szkole większym problemem niż to "rozrabiające":/
    Teraz, gimnazjalista zbuntowany, przestał mi się uczyć w ogóle....Bo według niego - po co, jak w kółko to samo powtarzają...Hehehe, teraz mam taki problem;))

    Co do mnie, to też jestem podobna do Ciebie..Nie cierpię jak mnie ktoś do czegoś zmusza...Nigdy nie paliłam i noszę mini po 40-stce:D

    A Twój zestaw wymiata!!!! Szpile, to już w ogóle!!!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też boje się, że się zniechęci do nauki, że to może jeszcze za wcześnie na siedzenie w ławce i odrabianie prac domowych. Co innego jak uczy się tego co lubi, a co innego jak ktoś mu karze. Zresztą wiem, jak to było ze mną, książki pochłaniałam jednym tchem, czasami do momentu, aż widziała zielone litery z przemęczenia oczu. W piątej klasie zaczynałam czytać już młodzieżowe, bo wszystkie inne, dostępne w bibliotece, już przeczytałam. Ale lektur nie lubiłam czytać, niestety. Robiłam to w ostatniej chwili.
      A z drugiej strony, wcześniejsze pójście do szkoły, to rok wcześniej jej skończenie:), więcej czasu na studia itp.
      Ja pewnie też 40 będę nosić mini:)

      Usuń
  6. A ja zacznę od zestawu-mega kobiecy i bardzo wdzięczny ;-).
    Teraz czas na konkrety-ja z kolei poświęcając mniej czasu blogosferze mam jakieś większe wewnętrzne wyciszenie i...spokój, bo zamiast myśleć o kolejnym poście myślę raczej o kolejnej książce.
    Co zaś do stereotypów-jasny gwint; to znaczy,że mając lat +30 mamy nosić wyłącznie odmładzające kolory; stonowane fasony i cały czas wspominać "minioną młodość"?! Kurcze to chyba w średniowieczu o ludziach po 30-stce mówiono "starcy" ale czasy się na szczęście zmieniły się; i powiedziałbym,że dopiero teraz zaczynam żyć pełnią życia.
    Co zaś do papierowsów-to oboje z Żoną mamy podobny wynik-żadnego peta na koncie ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja posty to piszę raczej pod wpływem impulsu, podobnie jak zdjęcia. Mamy chwilę, wyciągamy aparat, 5 minut, pyk i gotowe:) Pewnie gdybym miała poświęcać na to godziny, jak niektóre, to raczej bym tego nie robiła. Fakt, ich stylizacje są dopracowane, fryzury prosto z salonu, makijaż często również. Ale ja pokazuje swoje normalne stroje codzienne, jakie w danym dniu mam na sobie, więc nie potrzebuję czasu na przygotowania, ubieranie, makijaż, zdjęć tez nie obrabiam, chyba, że sporadycznie jakieś pojedyncze.
      Wciągnęło mnie natomiast czytanie innych blogów. Dopóki nie miałam funkcji obserwatorów, nie miałam takich pokus, a teraz... :)
      Co do strojów, i wieku 30+, to niestety znaczna cześć społeczeństwa tak uważa, ba a nawet tak się zachowuje. Sama znam takie osoby, niestety.
      Szkoda, że zrezygnowaliście z blogowania. Lubiłam do Was zaglądać.
      Pozdrawiam Ciebie i Gosię:)

      Usuń
  7. czegoś tu nie rozumiem: masz 30 lat i mówisz o szlafroku i kapciach? to co będziesz nosić jak będziesz miała 70?
    wyglądasz zabójczo i tak powinnaś się nosić :)

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie właśnie ja tak nie myślę, a właśnie buntuję się przeciwko taki stereotypom, że jak po 30 to już stara, a po 40 to prawie staruszka itp. I że należy ubierać się już "statecznie", a nie nazwijmy to "dziewczęco".

      Usuń

Gdy zostawisz swój komentarz na pewno do Ciebie zajrzę, a jeśli dodasz mnie do obserwowanych sprawisz mi tym przyjemność, a ja się odwdzięczę.

Czasami praca nie pozwala mi przez kilka dni, a nawet tygodni zaglądać na bloga, zatem proszę o wyrozumiałość:)