środa, 17 lutego 2016

Moje życie z perspektywy trzech lat wstecz....

   02:17                 22 komentarzy

Dzisiaj mija trzy lata odkąd postawiłam pierwsze znaki na tym blogu. Pewnie gdyby nie to zapewne zauważyłabym jak wiele się zmieniło w moim życiu. Ja splot pewnych, zaskakujących zdarzeń zmienił moje podejście do wielu spraw. 

I gdy nie ten blog to pewnie nigdy nie spotkałabym Agnieszki, która bardzo namieszała w moim życiu :) Gdy teraz sobie przypomnę jak bardzo chciałam móc być na jej pierwszym spotkaniu autorskim, po wydaniu pierwszej książki "Zabiorę Cię jesienią do Brukseli". Szłam tam pełna obaw, bo przecież co innego komentowanie na blogu, a spotkanie twarzą w twarz. 
Złote Tarasy. Wjeżdżam na górę i kieruję się w stronę kawiarni. I widzę Ją. 
Pamiętam tę niepewność i szalejące myśli... Było rewelacyjnie! Wyszłam na godzinę, wróciłam po prawie trzech. Urzekła mnie swoją osobowością, lekkością i emocjonalnością opowieści. Tak bardzo, że podczas kolejnego przyjazdu do Warszawy i spotkań też musiałam tam być. To nic, że się spóźniłam i prawie zasnęłam :), co widać na zdjęciach ze spotkania :). Jej opowieści i pasja z jaką je przekazuje po raz kolejny naładowały moje akumulatory. Zdążyłyśmy wtedy chwilę porozmawiać o dzieciach, a w zasadzie o moim synku, to w głównej mierze pod wpływem jej książki i opisanych w nich prawdziwych historii rozdzielonych matek i dzieci, wpływie tych relacji na dzieci. To wtedy  zaczęła kiełkować we mnie myśl, że muszę więcej czasu spędzać z synkiem, że to nie praca jest najważniejsza.
Potem było kolejne spotkanie, po półrocznej przerwie, tym razem już wymagającej sprawnej organizacji logistycznej bo prawie 200 km od domu. Znowu spóźniona, ale dotarłam. Wyjechałam stamtąd już po północy i pewnie gdyby nie to, że rano wzywały mnie obowiązki to przegadalibyśmy do rana. Nasi faceci też złapali nić porozumienia :) Nie pamiętam jak wpadłam na pomysł zorganizowania jej spotkań w moim ukochanym Nałęczowie. Wiem, że sentyment do szkoły i lat szkolnych to rzadkość, ale ja jestem w tej rzadkiej grupie. A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Teraz dzień bez wiadomości, rozmowy należy do rzadkości. Połączyła nas pasja do książek i chyba nie tylko....
Aga, chyba powinnyśmy podziękować Elizie, bo gdyby nie ona pewnie nie zainteresowałabym się blogosferą i nigdy byśmy się poznały. 
Ten rok też będzie bardzo intensywny i pewnie w blogosferze nie będzie mnie dużo więcej niż poprzednio, ale z bloga nie zrezygnuję. Ostatni rok to średnio jeden post na miesiąc. 
Za to w świecie realnym kompletna rewolucja. I kiedy pisałam posta Czas zmian... kilka miesięcy temu, nie myślałam, że te zmiany będą tak daleko idące i, że przewrócą moje życie do góry nogami, że odwrotnie proporcjonalnie będę spędzać czas z moim synkiem, że będzie jednym z niewielu dzieci odbieranym ze szkoły, prawie codziennie, bezpośrednio po lekcjach. Niedawno jakieś dziecko zapytało mnie nawet dlaczego Kubuś jest zabierany od razu po lekcjach, nie idzie do świetlicy. Dla niego to co powinno być normalności jest innością i pewnie gdybym była na takim etapie życia, jak jeszcze rok temu, to dla mojego synka pewnie też by tak było. Jaką radość sprawia jego uśmiech jak czekam na niego przed szatnią, jego zdziwienie kiedy uświadomił sobie, że są dni kiedy tylko on nie idzie do świetlicy. 

A jak ja to widzę? 
Już nie tak różowo. Brakuje mi tych ciągłych wyjazdów, intensywności życia, chociaż w sumie to na intensywność nie mogę narzekać, bo zamiast tak częstych wyjazdów mam nowe wyzwania. Dziecko, praca, studia, współpraca z Agnieszką wciągają mnie bez reszty. I do tego nocne rozmowy z nia, o wszystkim :) Bezcenne. Chociaż zawsze zaczynają się od książek...
Dzisiaj kolejne spotkanie z Agą, tym razem w Tarabuku. Tylko już emocje inne, bo teraz jestem nie tylko słuchaczem. 

I jeszcze zapomniałabym podziękować Wam, moim Czytelniczkom i Czytelnikom, bo pewnie gdyby nie Wy to dawno porzuciłabym bloga. Muszę się przyznać, że nieraz się nad tym zastanawiałam. Często mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko piszę, a ostatni post był przed światami, kiedy już mamy połowę lutego, że nie robię tego z pełnym zaangażowaniem. 

Teraz zostawiam Was ze zdjęciami odkopanymi w czeluściach twardego dysku z przedpremierowej sesji, zanim zaczęłam pisać bloga (wtedy nawet znalazłam chwilę czasu na zabawę z tworzeniem efektów) i wracam do nauki, bo sesja w kulminacyjnym momencie :) I praca też czeka, a na spotkaniu z Agnieszką, też nie może mnie zabraknąć. 
Idę tańczyć w deszczu :)

Oryginał i wariacje na temat: :)








I dopiero teraz widzę jakie wtedy miałam zdrowe włosy







I sklonowałam się dla rodziny, pasji, do pracy i na studia. Teraz na pewno z wszystkim zdążę :)
I nie wiem czy zauważyliście, nową odsłonę bloga, która gotowa była już rok temu :) Tylko jakoś zawsze nie było mi po drodze na zmianę :) Teraz chyba dopiero dojrzałam. 
Dziękuję również Autorowi szablonu :)
P.S. Posty pod kategorie podepnę w późniejszym terminie.

22 komentarze:

  1. Szczerze o ile rozumie pasje pracy, zaangazowanie, ciagle zapracowanie, to nigdy nie moglam zrozumiec twoich wyborow, moze dlatego te samej bardzo odbijlo mi na punkcie maciezynstwa i z pracoholika (350h miesieczniew pracy, studiow podyplpmowych, dyzurow i wyjazdow na sygnale karetka) stalam sie przede wszystkim mama;
    i wcale nie chodzi , o to ,ze zle cie ocenialam, bo nie ( nigdy nie oceniam ludzi ;staram sie zrozumiec ich wybory) tylko kompletnie nie potrafilam ich zrozumiec
    teraz poniekad sama wybralam twoja sciezke- praca; praca; praca i milion obowiazkow scedowalam na meza, i choc nowe wyzwania bardzo nie kreca; i na nowo zarazilam sie pracoholizmem
    to twoj post sprowadza mnie na ziemie
    to czego nie moglam zrozumiec stalo sie moim udzialem
    jakze latwo sie zatracic

    dziekuje ci za tego posta,
    w taki jakis pokrecony sposob uklada moje mysli i emocje

    ciesze sie tez ze spotkalas takiego kogos, dzieki komu sama siebie masz mozliwosc zrozumiec
    a ten niepokoj wewnetrzny przekluj na wspolne wycieczki , odkrywanie swiata

    pozdrawiam i sciskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w pierwszych latach po urodzeniu synka jakoś potrafiłam (w miarę) pogodzić pracę z macierzyństwem. Po prostu zabierałam dziecko ze sobą do pracy. Najgorszy moment przyszedł kiedy miał 5 lat i musiał pójść do przedszkola, wtedy zaczęły się schody. Z jednej strony chciałam być z nim, z drugiej nie potrafiłam zrezygnować z zaangażowania w pracę do jakiego byłam przyzwyczajona (pracowałam praktycznie do końca (bo tydzień przed porodem trwały święta). Pewnie gdybym nie mogła zostawić go z kimś komu mogę zaufać to byłabym zmuszona jakoś zwolnić, a że nie musiałam... I to trwało przez prawie półtora roku do czasu, aż przeczytałam Agnieszki książkę i autentyczne historie takich dysfunkcyjnych rodzin, i wtedy dotarło do mnie, że moje dziecko może też tak mnie oceniać, że same weekendy i sporadyczne bycie razem w ciągu tygodnia może mieć takie same skutki, jak historię opisane przez Agę. Pół roku trwały przygotowania, bicie się z myślami, rozważanie za i przeciw, aż w ostatnim tygodniu wakacji dojrzałam do decyzji, że przenoszę go do szkoły obok domu i ograniczam wyjazdy. Nie jest mi lekko, ale jego radość z bycia z mamą mi to wynagradza.
      Co do wycieczek to wcześniej było łatwiej, chociaż w te wakacje wygospodarowaliśmy więcej dni dla siebie niż przez ostatnich kilka lat.
      I masz rację bardzo łatwo się zatracić i przekroczyć granicę, jeżeli to co robisz sprawia Ci autentyczną przyjemność i jak łatwo wpaść w pracoholizm.
      I ja też Cię pozdrawiam i ściskam. Mam tez nadzieję, że damy radę spotkać się w wakacje :)

      Usuń
  2. Najważniejsze, że wszystko Ci się dobrze układa:))
    Dla Twojego synka, to chyba najlepsze zmiany.
    To takie banalne co powiem, ale najważniejsze, żeby nam zdrowie dopisywało, to z resztą damy radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mojego synka na pewno, ja czasami się "duszę", brakuje mi tych ciągłych wyjazdów i wciąż szukam nowych wyzwań.
      I masz rację, zdrowie jest najważniejsze i właśnie aspekt zdrowotny też był jedną z przyczyn zwolnienia tempa, zwłaszcza, że mam dla kogo żyć.

      Usuń
  3. Gratuluję i życzę kolejnych szczęśliwych lat blogowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję ci! Jesteś fajna babeczka z pazurem i głowa pełną pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja wlasnie jestem po takim kryzysie rzucenia bloga - z powodu braku czasu ;)
    Piekne sa takie znajomosci, ktore potrafia przetrwac. Lat pelnych emocjonujacych spotkan! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kilka razy myślałam o porzuceniu, ale chociażby dla kilku znajomości, których nigdy nie zawarła bym w realu, bo nie byłoby szans na spotkanie, warto go zostawić. Może kiedys będę miała więcej czasu na bloga, kto wie?

      Usuń
  6. Jak masz fajnie, takie ciekawe spotkania! Dla dziecka to bardzo ważne, kiedy mama jest blisko :) Mimo, że rzadko Cię widzę na blogu, to bardzo się cieszę kiedy widzę Twoje wpisy i zdjęcia :) Gratuluję bloga i życzę dużo wytrwałości i równie udanych wpisów. :) Za miesiąc też będę obchodzić trzecią rocznicę bloga, cieszę się razem z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam coraz ciekawsze spotkania i robię rzeczy o których jeszcze rok temu nawet bym nie pomyślała:)Co do dziecka, to teraz dopiero widzę, jak bardzo mu mnie brakowało, kiedy mieszkaliśmy praktycznie oddzielnie. Tobie też gratuluję trzeciej rocznicy bloga, ogromnej ilości kosmetyków do testowania i inspiracji do kolejnych wpisów:)

      Usuń
  7. a ja za chwilę... wyjeżdżam by spotkac się z Joasią i spędzić z nią kilka intensywnych dni: non-stop... Wszędzie powtarzam, że nigdy nie sądziłam, że można znać kogoś tak krotko, a tak intensywnie... Tez opowiem wkrótce o naszym pierwszym spotkaniu... Cieszę się, że zaistniałas w moim zyciu Jane, Jane. Dzieki blogowi w ogole poznałam wiele wspaniałych osób... I to jest fenomenalna rzecz w zyciu jaka mogla mi się przytrafić... do miłego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie sądziłam, że jedno spotkanie tyle namiesza w moim życiu, że będę robić rzeczy o których wcześniej nawet bym nie pomyślała :)Do zobaczenia za kilka godzin :)

      Usuń
  8. Mnie brakuje Twojego pisania, podpatrywania Twojej urody i jej podkreślania fajnymi fatałaszkami. Ale rozumiem fascynację Agnieszką. Oj, jak dobrze rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniale się to czyta. Życzę więcej rocznic blogowych. :D Ciekawe zdjęcia.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzę jak najwięcej latek na blogu i tego by przynosiło Ci to dużo przyjemności :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wytrwałości i powodzenia życzę na następne lata.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluje wytrwałości w blogowaniu pomimo zmian w życiu, mam nadzieję, że na lepszych:) Też niedługo mój blog będzie obchodził 3 urodziny i sama się nadziwić nie mogę, że aż tak długo go prowadzę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. love your picture!!

    Please check my Blog!! :)

    http://www.alessabernal.com/

    Alessa Bernal :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mimo, że mój blog ewaluował - zostawiłam stare wpisy. Kiedyś to byla potrzeba pozbycia się frustracji, z którą sobie nie radziłam. Teraz zamienia się to w pasję i prawdziwą przyjemnosc. Ja nikogo nie poznałam w realu. Chyba jestem zbyt nieśmiała wbrew pozorom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak ja przeżywałam pierwsze spotkanie w realu (dobrze, że od podjęcia decyzji, ze idę na spotkanie do realizacji było mało czasu. Teraz już jest łatwiej. A Ty też poznałaś, Panią Krystyne Bałakier :)
      Co do bloga do ostatnio ktoś mi podsunął ciekawy pomysł i ten pomysł nie daje mi spokoju.

      Usuń

Gdy zostawisz swój komentarz na pewno do Ciebie zajrzę, a jeśli dodasz mnie do obserwowanych sprawisz mi tym przyjemność, a ja się odwdzięczę.

Czasami praca nie pozwala mi przez kilka dni, a nawet tygodni zaglądać na bloga, zatem proszę o wyrozumiałość:)